piątek, 8 sierpnia 2014

Bieszczady - nad Soliną...

Drugi i ostatni dzień spędziliśmy nad Soliną.
Trochę plażowania, pływania i spacerowania





...
Na zaporze doświadczyliśmy niesamowitego



Otóż, gdzieś w połowie spaceru po grzbiecie zapory w tłumie zwiedzających wybuchała epidemia... śmiechu ! 
Na początku nieśmiało, delikatnie... aby zaraz w następnej chwili wybuchnąć ogromnym rechotem.... 
Udzielało się wszystkim...
Dlaczego? 
Mieliśmy to szczęście być tam w czasie burzy przy jednocześnie pracujących turbinach. 
Wytworzyło się pole, które ... stawiało wszystkim włosy na głowie!!! 
Naprawdę! 
Im bardziej na środku tym bardziej wszyscy wokół gromko się śmiali podziwiając swoje sterczące czupryny:))
(tylko łysym nie było do śmiechu, hi...hi...)


POLECAM WSZYSTKIM PONURAKOM!!!

Świetna terapia - my śmialiśmy się do końca dnia :))) i jeszcze za każdym relacjonowaniem tego wydarzenia rodzinie :)))

6 komentarzy:

  1. He, he, wiem, o czym piszesz, nam też się to przydarzyło na naszych wakacjach. Piękne są Bieszczady,mało je znam, ale na tyle, by to z przekonaniem stwierdzić.:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Musze się tam kiedyś wybrać. Co prawda boję się i burzy i dużej wody i wysokości ale zapewne to niesamowite odczucie.

    OdpowiedzUsuń
  3. A u Ciebie Basiu, jak zawsze zdjęcia mistrzowskie!!!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. wow a co to za ślad prehistoryczny :))

    OdpowiedzUsuń